
Teraz, kiedy cisza przed burzą, w oku cyklonu, przyczajony kra.. kra... krach, Kraken.
Spokój grabarza.
I zesztywniałe emocje. Ścierpnięte serce.
Pytanie absurdalne: Wrócisz?
Odpowiedź tendencyjna: Do czego?
Ile razy zostałem zabrany, zaproszony, poproszony, wybrany, zachęcony, odpowiedzialnością zaszantażowany?
Ile imprez, wypadów, okazji, świąt, miejsc, godzin, dni, wydarzeń pozbawiony?
Z kim było dzielenie radości i chwil, dni i zabawy...
... beze mnie?... to "Do czego, mam wracać?"
Nie ma postępu, więc nie ma znaczenia, co się stanie...
Nie znaczenia, jak to się skończy...
skoro beze mnie...
(wiedziałem, że puste są słowa egoistycznych obietnic)
Pojawiają się takie dni, ostatnio częściej, chwile zadumy, może słabości, może zwątpienia, kiedy rozpamiętuję i gdybam nad rozlanym mlekiem, kiedy wartości biegunowo się zmieniają i analizuję możliwość i możliwości zawrócenia i powrotu i wtedy najczęściej, tak zupełnie przypadkowo, zostaję sprowadzony na ziemię, czy na szczęście, czy nieszczęście, opryskliwa ściana upewnia mnie w słuszności doczesnego wyboru. I wtedy dzieje się rzecz niepojęta, bo doczesność traktuje mnie tym samym obcasem. Gdyby nie absurdalność sytuacji, wietrzyłbym spisek.
skomentuj (5)
„Czy podobnym być do skały, posypując solą ból, Jak posąg pychy samotnie stać”
Jak echo… echo… echo
„Rozdzierający jak tygrysa pazur antylopy plecy jest smutek człowieczy”
Niemy krzyk rozpaczy gaśnie w eksplozji trwogi.
I na straży swego
Sponiewieranego ego
Jak brzytwa
Tonącego się chwyta
I wciąż tonie
samotnie
skomentuj (2)
Jestem jeden
Od wielu dni samotny
„Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma” – W. Szymborska
A ja chodzę od ściany do ściany
Niczym statek pijany
Nie chcę
Zburzony świat – nie wybaczę
Nigdy
I idę
Bo nie wrócę, bo ja, nie wracam…
Świt jest tak blisko,
Czemu musimy umierać?
Jestem jeden, jedyny
Od wielu godzin martwy
„Skoro nie można się cofnąć,
trzeba znaleźć najlepszy sposób,
by pójść naprzód.” – P. Coelho
A ja odszedłem i tu nie żyję
Niczym duch nawiedzam
Zapomnij o mnie
skomentuj (5)
Wróciłem…
Tylko po co? I do kogo?
Chyba czas już.
Odżyłem na kolejnym antybiotyku.
Wczoraj się skończył.
Każda godzina w strachu przed następną…
Wróciłem…
Wino szumi w skroniach.
Cisza jest mi na rękę.
Muszę jednak coś powiedzieć.
Tylko po co? I do kogo?
Chyba czas już.
Czy możliwe stanie się?
Czy muszę uniemożliwić się?
Wyprzęgam zasób i konam.
Więc nie kończę.
Tylko po co?
Czas działa, tylko dla kogo?
Wywinąć się, czy walczyć?
Od dwóch tygodni.
Gorączka wieczorna, za mało sił, żeby przezwyciężyć.
Od trzech miesięcy leki przeciwzapalne – Cud, że wątroba nie ruszona.
Nie żyję.
Wegetuję.
Zapominam. Wszystko wydaje się być snem.
W oczekiwaniu na przebudzenie…
Budzę się regularnie o 4… tylko po co?
I przypałętało się coś… nie bakteria, może wirus? Konowały nie wiedzą…
I ten kran… cieknie ze mnie… o losie…
Dni spajają się w jedną niekończącą się agonię…
Wybudzenie = wybawienie.
Nic nie czuję.
Skąd jego siła? Czy siła to, czy obłąkania początki? Może nie siła, tylko choroby psychicznej stadium jakieś? Może, kiedy na płacz jest już za późno, to pozostaje tylko śmiech? Zastanawiające, czy jest przyparty do muru, czy może jednak, mimo tylu urazów, jest jednak ze stali? Patrząc na to wszystko z boku, ujmujące uśmiech zdarzeń losu przypadki odbierają jakiekolwiek chęci. Oburzający pech. Czemu ciągle to jemu się przytrafia? A on? On ciągle uśmiechnięty i pozytywnie usposobiony. Mruk dnia powszedniego. Teraz Syzyfowe głazy jak Atlas z uśmiechem nosi. Znalazł siły, żeby żyć, a może to tylko maska? Kiedy wieża runęła, kiedy zdrowie padło, kiedy przeciwności piętrzą się, a brak kasy uniemożliwia miękkie lądowanie, ba, nie było lądowania – kraksa była, on nie spuścił głowy, nie odwrócił wzroku. Kiedy spytałem, skąd Ty jeszcze siły bierzesz, on odparł spokojnie, trochę jakby zdziwiony pytaniem, „to jakieś specjalne moce trzeba mieć, żeby żyć?”
skomentuj (2)
Tak źle… skulony embrionalnie podkurczam ego. Tak fatalnie… uciekając przed nicością w próżnię wpadłem. Wierząc… powiedziałbym – kara. Nie wierzę. Racjonalny umysł spaja fakty w prawdę. Nie chcę jej znać. Nie chcę dać jej zaistnieć. Różnica? Taka wielka. Jak wszechświat. Ranna noga, ranne ego, ranne libido. Panika ogrania mnie jak ocean nie pozostawiając tchu w płucach wyciska prawdę, jak życie. Umieram ja, umiera wszystko. Skończony. Jestem skończony. Jestem. I tylko z tego się cieszę. Ale spokojnie, wciąż jestem głupi. Moja matka pozwala mi mieć zaufanie… Wciąż czekam, jak wierny pies na swoją panią… tylko czemu moje słowa to dla niej ciągłe ujadanie? Skróć me cierpienia, albo odejdź. Wróć. Kocham. Nienawidzę. Czekam… Nic, tylko ból… Totalna samotność…
skomentuj (1)
A ty kim jesteś, żeby tutaj żyć?
"Jeśli ktoś jest odmienny, to jest skazany na samotność." — Aldous Huxley
Ten dom. Kiedy już wracać nie chcę tu… kiedy nogi niosą w dal, a świeży powiew jodu leczy zszargany dzień, wydawałoby się, że odrodzą się siły nadwątlone w tej nierównej grze. Cisną się na usta brzytwy. Brak sensu, odczuwam jako osobistą życiową porażkę. Jestem sam. I nie umiem wyzbyć się przeświadczenia, że tak już zostania. Nie umiem dobierać. Jak ogrodnik, czekam na rezultat starań – tylko po co? Nadmiar przelany na dyscypliny. Ten pusty dom, człowieka, ludzi, którzy już nie żyją, przypomina, że tamte dni nie powrócą. Rozsądek pogodził się z emocjami i stagnacja rozlała się jak alkohol. Niby dobrze, ale jakże samotnie. Brak odpowiedzi. Znów. Łudzić się dalej? Do tanga trzeba dwojga… A tu nastroje. Ranny ptak nie fruwa, ranny umiera. Dzban pękł. Tylko ten dom stoi. Zaniedbany pomnik szczęśliwości. Historia kołem się toczy… kołem walca drogowego. Hoja kwitnie, a u mnie jesień. Chyba czas posprzątać liście w lesie. A jednak wracam do tego domu i od progu chcę wołać. Cisza tuli mnie jak syna i nie sposób zdać kolejny egzamin. Bo w tym domu… nie ma horyzontu. Kąty ścierają się ze sobą nawołując po skosie. Uciekam. Wracam. I tak dzień, za dniem.
skomentuj (2)
Kolejna kłoda rani oprócz stóp sponiewieranych moich, ego słabsze z dnia powszedniego. Rosnące nadzieje w płaszczu podpuchy zawile pląsające, jak węże duszące, chęć do zaczerpnięcia świeżości odbierające. Gdzie ja w tym wszystkim ubrany wychodzę, w paszczę lwa drażnionego ochłapami krwawiącego ścierwa. Nie utonę, jak i nie wzlecę, wisząc o pomstę wołać pragnę, zduszony charkot wydobywając, krztuszę się ciepłymi słowami. Nie umrę z uśmiechem na ustach, bo utrącone kikuty skrzydeł pysznie palącym bólem przypominają swej przeszłości winy. Braki jak Babel poróżnią i w nicość wszystko rozsypią, bo zabraknie tego, czego już brakuje. Nie ma perspektyw... życie tylko.
Życie daje nam tyle możliwości, ze każdy spośród wyborów będzie niepełny.
Tylko dążeniem do samorealizacji możemy wygrać.
A ponieważ każdy wybór ogranicza nam, skraca, ujmuje z palety wyborów,
należy szybko korygować wszelkie wpadki,
żeby dążenie nie stało się tylko marzeniem, a życie więzieniem...
Jak piach w podmuchu wiatru
Pył świadomości życia
Strach, który nie pozwala zasnąć
Orzeźwiający do bólu
Cisza nożem tortowym cięta
Krwawi życia jubileuszem
To nie tak miało być
A będzie jeszcze gorzej
Gdybym miał chociaż sandały
Brodząc na pustyni emocji
Boa jak najlepszy przyjaciel
A ty go miłujesz
Jaskrawy otumania i milknie
A żądze śmiertelnie ranią
Nie wiem, co tam robicie
I chyba nie chcę wiedzieć
* raczej free end. oszaleję.
Wszystko wokół się zmienia, ewoluuje
Ludzie, których znałem
I ci najbliżsi, i ci najdalsi, tacy inni
Których na nowo muszę poznać
Konserwatywnie chowamy się za modą
Udając, że to otoczenie się zmienia
Dumnie przez życie krocząc jak na wybiegu
twierdzimy, że my jesteśmy tacy sami
Zawzięcie, jak winylowa płyta powtarzamy
Mantrę oczekiwanej nieprawdy
Ot i prawda modelowo cała
Wszystko, jak na wybiegu, się zmienia…
Chwytaj dzień i żyj dniem. Wsłuchaj się w zmiany, których jesteś częścią – nieunikniona sfera życia, wszystko postępuje. Więcej i mocniej żyj, bo tylko tak smakuje jego pełnia. Dorośnij do decyzji, które należało już dawno temu podjąć i idź modelowo przed siebie…
skomentuj (3)
Czasem, kiedy widzę niebo…
Jak to jest, być jak On?
Sumienie jest chorobą, a On jest zdrowy.
Wznoszę się, ale przywiązany jestem.
Kiedyś chciałem i byłem u progu.
Zaprzestałem wtapiając się perfekcyjnie.
Czy to jest częścią planu?
Czasami wydaje mi się, że już jestem.
Forma inna, ale jednak duże D.
Antybohater, bohater, człowiek, bestia.
Kolejny obraz przemawia.
Jeszcze raz zachwycam się…
Przebiegłością i stanem umysłu.
Bo wtedy obraz przygasa.
Kiedyś powrócę do tematu, teraz idę stać się artystą.
skomentuj (3)
Jestem ogniwem. Zwykłym kawałkiem stali.
Jestem wymyśloną marionetką, a jednak prawdziwy.
Tak, to ja.
Wybieram, choć wiem, że wyboru nie mam.
Jestem silnym wiatrem i ostatnim życia tchnieniem.
Potrafię.
Głęboko w sobie tlił się mój płomień, teraz uwalniam go.
Uwalniam i podążam.
Smak przerdzewiałego żelaza… czyżby krew istnienia?
Pokłon pionierom.
Teraz ja. Słyszysz? Ja teraz.
Bezczelnie zapominam o Tobie. Nie ostatecznie, ani nie na chwilę. Zapominam o tym co być mogło i powinno. Zapominam, że Ty odrzuciłaś, że ja chciałem. Będę pamiętał to wszystko, jak zapisana karta w pamiętniku, zimno i kronikarsko. Będę wspominał jak minioną podróż w egzotyczne krainy… a może mi się to przyśniło? Pewne jest, że zapominam żeby żyć, bo żyć muszę. Zaciskam zęby i wracam do domu…
skomentuj (1)Wreszcie wiem kim jestem. Stoję jak znak drogowy, jednym pomagając, innym uprzykrzając dryfowanie. Stoję na podstawie i z przepony uskarżam się na niemy krzyk prawdy. Nie będzie targających dachy Prażan monsunów emocji. Nie będzie na dwa, nastroje, nas dwoje. Nie ma jutra. Jest dziś i to co zmieniam. Zmieniam siebie. Nikt nie chciał, to zrobię to sam. Znów sam. Sam. I podążam ślepo, bo gdzie idę nie wie nikt i sam wiedzieć nie mogę. Opowiem kiedy dojdę. O ile dojdę. Rozdrażnienie, upokorzenie i farsa. Bynajmniej nie ma świadków. Ruszam na ten ostatni wiatrak zupełnie sam. Przykre, ale jakie wyzwolone. Chodź ze mną.
skomentuj (1)Ciężko to przychodzi. Igła szyje pogmatwane szmaty życia. Możnaby wyprasować, ale to nie dla mnie. Ja tu przenoszę życie. Witajcie tu teraz, bo ja się zmieniam. Zmieniam na zawsze.
skomentuj (0)